Budowane w czasach, kiedy władze przekonywały obywateli, że zagrożenie atomowe jest jak najbardziej realne. Teraz stanowią relikt zamierzchłej epoki. Zniszczone, nie spełniają swojej roli i tak naprawdę niewiadomo, czemu i komu mają służyć.
Na terenie Pionek rozmieszczonych jest kilkanaście schronów. Tak, tak schronów i proszę nie mylić z bunkrami. Ich głównym celem miała być ochrona przed zagrożeniem atomowym, nalotami a nie działalność obronna. Czasy zimnej wojny minęły, nie grozi nam katastrofa nuklearna, ale schrony wpisały się w pewien sposób w krajobraz Pionek.
Zniszczone, ale wciąż potrzebne?!
Wolnostojące, jak na terenie Zielonego czy między blokami przy Orzeszkowej i Żeromskiego. Te pod budynkami komunalnymi na osiedlach Aleje Lipowe czy Leśna i oczywiście na terenie Pronitu. Łączy ich jedno. Są zdezelowane i chyba zapomniane.
- W czasach zagrożenia atomowego schrony były w dobrym stanie. Teraz niestety nie mamy pieniędzy na ich konserwację. To są naprawdę spore koszta. Swego czasu zwracaliśmy się o dofinansowanie do wojewody. Niestety bezskutecznie. Z drugiej strony dopóki władze państwowe się nie wypowiedzą w tej sprawie, nie możemy ich zlikwidować i zasypać – powiedział nam Marek Konofalski, odpowiedzialny w pionkowskim urzędzie miasta za sprawy obrony cywilnej.
Najlepiej zachowane schrony znajdują się pod budynkami komunalnymi, m. in. na Alejach Lipowych. Te na terenie Zielonego, między ulicami Orzeszkowej a Żeromskiego są kompletnie zdewastowane. Po kolejnych włamaniach niszczeją z roku na rok. – W schronie znajdującym się na obszarze technikum Zielonego odnawialiśmy drzwi i zabezpieczaliśmy wejście. Otrzymaliśmy sygnały, że okoliczna młodzież urządzała tam sobie spotkania towarzyskie. Jak się okazało, wstawili sobie nawet wersalkę – przyznał nasz rozmówca.
Typowy pionkowski schron może pomieścić 80-100 osób. Były one budowane z myślą o przetrwaniu krótkiego okresu. Znajdują się tam najpotrzebniejsze urządzenia sanitarne. Obecnie w żadnym ze schronów nie ma prądu. Funkcjonują za to czerpnie powietrza, czyli kanały wyprowadzone poza strefę katastrofy, które mają dostarczać tlen.
Schron nie zawsze bezpieczny
Oddzielnym problemem są schrony znajdujące się na terenie wspólnot mieszkaniowych. Zajmują one piwnice i podpiwniczenia. Mieszkańcy wielokrotnie opowiadali się za ich likwidacją, ale sprawa nie jest prosta i wymaga decyzji na znacznie wyższych szczeblach.
Co ciekawe sama obsługa schronu również nie jest taka prosta, jak się wydaje. Nie wystarczy tylko przekręcić zamek i wejść do środka. Potrzeba również ludzi, którzy wiedzą jak ze schronów skorzystać.
- Obecnie żyjemy w czasach, kiedy nie zagraża nam wojna atomowa, ale skażenie chemiczne jest przecież jak najbardziej realne. Nie wszyscy wiedzą, że przy niektórych rodzajach skażeń budowle typu schrony czy piwnice mogą być pułapką. Tak będzie w przypadku wycieku chloru, który się ściele nisko i tutaj schron nam nie pomoże – powiedział Marek Konofalski.
Kosztowna atrakcja
Kilka razy już podejmowane były próby przerobienia schronów na atrakcje turystyczne czy przystosowania do celów użytkowych. Pojawił się pomysł zaadaptowania na izbę pamięci, pionkowscy Strzelcy chcieli go przerobić na swoją siedzibę. Zapał tak szybko gasł, jak się pojawiał. Koszta są olbrzymie, podłączenie prądu, opłaty a przede wszystkim przedarcie się przez sterty pozwoleń i wszelkiej maści zezwoleń.
Na koniec coś z przymrużeniem oka. Niektórzy sądzą, że część pionkowskich schronów jest połączona między sobą przejściami podziemnymi, że można w niezauważony sposób ewakuować się z budynku Urzędu Miasta. Fantastyka, teorie spiskowe? A przecież w każdej plotce jest, chociaż ziarnko prawdy.
![]() |
![]() |
Skontaktuj się z autorem tekstu: MW |